07 sierpnia 2014

Pierwsze koty za płoty, czyli przygody z Cleo De Nile.

    Postaram się, żeby ten post był jak najbardziej zwięzły i zawierał mało biadolenia, a dużo zdjęć Kleoszki :D

        Przygody moje i monsterkowych panien czas zacząć (z poślizgiem ale to jest mało ważne.. BO LALKI!)






        Przy zakupie pierwszych lalek kierowałam się przede wszystkim ceną - padło na trzy używane monsterki (ale w bardzo dobrym stanie): Cleo De Nile, Operettę i Venus McFlytrap. Skupmy się na tej pierwszej, bo od niej zaczęłam swoje eksperymenty z moim (olaboga) customizowaniem.

        Cleo trafiła do mnie z trochę zmytym makijażem, bez ubranek i w potarganych włosach ale nie zrobiło to na mnie wrażenia, bo i tak była piekna.





       Zaczęłam od niej bo była pierwszą, w której zobaczyłam potencjał i od razu w głowie zaświtał mi pomysł co chcę z nią zrobić. Po zmyci makijażu i wyczesaniu skołtunionych włosów moje serce zabiło mocniej.





       Rozpuszczone włosy jeszcze trochę się kołtuniły ale i tak te rysy twarzy mnie powaliły. Kto by pomyślał, że pod takim mocnym makijażem skrywa się delikatna egipska piękność!







       Niedługo dalsza część z udziałem Cleo czyli moje pierwsze próby malowania twarzy. Będzie pot, krew i łzy więc przygotujcie popcorn i colę :D

1 komentarz: