24 czerwca 2014

Sprzęt

     Ten post dedykuję Dolls Forum, Allegro i wujkowi Google. Bez was zbankrutowałabym po dwóch dniach (a nie po czterech, dziękuję).

     O sprzęcie i przygotowaniach na początek trochę, o tym jak nie zniszczyć (od razu) lalek i jak nie powyrywać sobie wszystkich włosów z głowy.
     Na początku proponuję każdemu, kto chce zabrać się za repaint zgromadzenie jak największej liczby informacji. Tak, wiem, chciałoby się wszystko od razu ale im więcej trudu zadamy sobie na początku, żeby się przygotować, tym mniej problemów później będzie nam przeszkadzało w zabawie i pracy twórczej. :)

     Od czego najlepiej zacząć? Moim zdaniem od wybrania lalki, a najlepiej całej serii, żeby nabrać wprawy i obeznać się z materiałem. W moim wypadku były to Monster High, bo są ogólnodostępne no i oczywiście bo mi się bardzo podobają, więc wszystko póki co będę opisywać na ich przykładzie.
     Po wybraniu modelu, na którym będziemy pracować dobrze rozeznać się z czego jest zrobiony - wiadomo, różne tworzywa różnie reagują na specyfiki, którymi będziemy się w przyszłości na nich posługiwać i żeby uniknąć komplikacji i płaczu nad wypalonymi dziurami (śmiejcie się, nie znacie dnia ani godziny!) warto dowiedzieć się z czym mamy do czynienia. Z pomocą przyjdą nam fora dyskusyjne o lalkach i wujek Google.

     Krokiem następnym jest przygotowanie specyfików niemalujących, czyli zmywaczy, lakierów itp., które potrafią życie albo bardzo ułatwić albo przyprawić o siwiznę. Mam nadzieję, że oszczędzę wam wielu zmartwień zdając relacje z moich eksperymentów.




AKCESORIA NIEZBĘDNE

Czyścidła. Wszelkiego rodzaju. Im więcej tym lepiej, serio.
Po pierwsze do zmywania oryginalnego makijażu - tu z pomocą przyjdą nam waciki i patyczki kosmetyczne. Warto zainwestować w waciki, które nie zostawiają po sobie zbyt dużo pyłków i innego badziewia, które może przykleić się do twarzyczki.
Po drugie do korekty przy malowaniu Zwyczajna gumka do mazania. Dobrze, żeby była miękka, wtedy łatwo można ja przyciąć do odpowiedniego kształtu. Zwłaszcza, jeśli chcemy zmazać tylko mały szczegół - wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo, że rozmażemy wszystko dookoła. Dobrym pomysłem jest też kupno Magicznej Gąbki (Rossman, 5zł za dwie), która fajnie zmazuje pastele.


Rozpuszczalnik. Zależnie od tego z czego lalka jest zrobiona. Najczęściej używa się po prostu zmywacza do paznokci - acetonowego lub bezacetonowego. Sama kupiłam zmywacz z acetonem, sprawuje się dość dobrze, czasami tylko nie zmywa wszystkiego do końca ale to może być kwestia moich pasteli i kredek (o czym później).





Rękawiczki. Mają wiele zastosowań, do wyboru są lateksowe jednorazowe (dobre do zmywania i lakierowania) oraz bawełniane (do malowania, żeby nie zostawiać tłustych śladów na makijażu). Ogólnie chronić mają i nas i lalki, używamy często i gęsto.




Werniks. Moim zdaniem najważniejsza i jednocześnie najbardziej problematyczna rzecz. Ma za zadanie przygotować powierzchnie do malowania i jednocześnie zabezpieczyć cały makijaż przed zabrudzeniami i rozmazaniem. Do wyboru mamy błyszczące, satynowe i matowe - zależnie od tego jaki efekt chcemy uzyskać. Na podkład i ogólne wykończenie polecam matowe/satynowe, błyszczące nakładane punktowo dobrze sprawują się na oczy i usta (wtedy trzeba kupić taki z pędzelkiem). Ja używam również zwykłego lakieru przezroczystego do paznokci. :)

Starałam się ciąć koszta ale jednak werniks to jest coś na czym nie warto oszczędzać nigdy. Wszyscy polecają specyfik o nazwie Mr. Super Clear (MSC) jednak jest on stosunkowo drogi i trudno dostępny (nie znalazłam go nigdzie w stacjonarnym sklepie). Postanowiłam więc poszukać i wypróbować zamienników. Po przeczytaniu kilku dyskusji na ten temat i popytaniu znajomych zdecydowałam się wypróbować Army Painter. Jest on przeznaczony głównie do figurek (takich do grania, Warhammer itp.), więc ochoczo kupiłam go, żeby wypróbować.
Cóż.
Nie polecam go na sam początek przygód z repaintem. Jest trudny w użyciu - słaby aplikator, twarz łapie WSZYSTKIE pyłki z powietrza, łatwo przesadzić z ilością i bardzo źle reaguje na pogodę (gdy jest wilgotne powietrze). Ogólnie pierwszy repaint przy jego użyciu wyszedł tragicznie, w dużej mierze przez moje niedbalstwo i brak doświadczenia oczywiście ale mimo wszystko nie jest to dobry lakier dla początkujących.




Drugie podejście. Po obejrzeniu genialnego filmiku na YouTube zdecydowałam się na kolejny lakier do figurek, tym razem Citadel (co śmieszniejsze też Game Workshop). Jak na razie jestem z niego bardzo zadowolona, warstwy nakłada się przyjemnie, szybko schnie, pastele trzymają się świetnie, kredek jeszcze nie nakładałam ale zdam relację. :) Co prawda też łapie pyłki ale jest wodoodporny więc po wyschnięciu przecieram twarz wilgotnym wacikiem lub gdy paprochy są większe usuwam je pęsetą. Wadą może być to, że jest on tylko w wersji satynowej. Co prawda bliżej mu do matowego niż błyszczącego werniksu, jednak niektórym może to przeszkadzać.



     Warto też zaopatrzyć się w okulary ochronne i maskę, żeby nie wdychać lakierów, zwłaszcza MSC, bo są one trujące. Nie używajcie ich w domu, najlepiej wyjść na dwór, balkon, cokolwiek. Nie ma co ryzykować, to są na prawdę mocne specyfiki. Śmierdzą niemiłosiernie.




MAKE - UP

Kredki. Najlepiej sprawdzają się akwarelowe. Im lepszej jakości tym fajniej, oczywiście. Moje są firmy Koh - I - Noor, czyli bardzo średnia półka ale kiedyś, dawno temu, kupiłam je i mam ich z 50 kolorów, więc póki co dokupiłam tylko białą i czarną firmy Derwent. Kredki muszą być mocno naostrzone, żeby móc robić dokładne cienkie linie. Pomocny będzie pilnik, żeby nie zatemperować przy jednej lalce wszystkich kredek do połowy. ;)




Pastele. Używamy suchych. Im są lepszej jakości, tym są bardziej miękkie i mają więcej pigmentu, a mniej spoiwa - można je nakładać pędzelkiem pocierając nim o pastele. Ja dałam się porwać szałowi zakupów na Allegro i kupiłam jakieś chińskie (Masters Pastel) bo dużo kolorów wow. Da się nimi coś zdziałać, ale muszę rozcierać je na kartce i nakładać kilka warstw, bo 90% to spoiwo i kolor się nie trzyma.
Dokupiłam potem kilka lepszej jakości i różnica na prawdę jest duża, kryją lepiej, łatwo się nimi pracuje. W większości sklepów plastycznych można kupić pastele pojedynczo, polecam na początek kupić podstawowe kolory lepszej firmy i kilka trochę tańszych (ja mam Rembrandt i Koh - I - Noor).




Pędzle. Idealne do pasteli, akwareli i akryli. Najlepiej zaopatrzyć się w różne grubości i kształty, żeby praca szła jak najłatwiej. :) Osobiście bardzo dobrze pracuje mi się dość sztywnymi syntetycznymi, lubię to, że trzymają kształt. Warto kupić kilka bardzo cienkich, bo twarze lalek są zazwyczaj małe i ciężko malować na nich szczegóły.





Farby akrylowe. Moza nimi robić cały makijaż, jeśli chcemy, by był wyrazisty i dobrze czujemy się z pędzlami i tym medium. Ja mam kilka podstawowych kolorów + parę metalicznych do robienia szczegółów (zwłaszcza oczu - źrenice, bliki itp.) i ozdób. nadają się też świetnie do malowania po plastikowych bucikach i dodatkach lalek. ;)





Lakier do paznokci. Wcześniej już wspomniany przezroczysty w roli nabłyszczacza sprawuje się świetnie. Inne kolory, zwłaszcza półprzezroczyste, mogą być fajne przy malowaniu np. ust. Do dodatków nie polecam, bo mogą robić się odpryski.




POMOCNICY

Markery. Ogólnie na początku nie polecam mazać lalek markerami czy mazakami, bo zazwyczaj są permanentne i nic ich nie ruszy. Natomiast mogą być fajną alternatywą dla akryli przy ozdabianiu butów i materiału.





Pudełka Duże i małe - wszystko się przyda. Używam kilku opakowań po lodach do trzymania ubranek i dodatków, żeby ich po prostu nie pogubić (kawałek plastiku czy materiału, a potrafi kosztować majątek). W dużym pudełku po butach trzymam schnące lalki, żeby zminimalizować ryzyko ubrudzenia.






Taśma klejąca. Śmiejcie się ale warto kupić zawczasu, jeśli nie macie w zapasie.


     Gdy już uda wam się wszystko zgromadzić i jesteście gotowi do walki zapraszam do dalszej lektury, tym razem o tym, jak przygotować lalkę do malowania. :)

8 komentarzy:

  1. Do lalek Monster High i wykonanych z podobnego tworzywa polecam tylko zmywacz bezacetonowy. Moim zdaniem sprawdza się zdecydowanie lepiej i nie robi na twarzy lalki brudnej maziaji jak ten z acetonem. Oczywiście, trzeba lalkę umyć zaraz po tym wodą z płynem do naczyń żeby usunąć resztki zmywacza.

    Gumka do mazania moim zdaniem jest najlepsza taka w ołówku, można ją sobie zatemperować i jest bardzo wygodna.

    Do usuwania paprochów z lakieru polecam nożyk/skalpel modelarski/hobbystyczny - różnie się to nazywa - taki z wymiennymi ostrzami, przydaje się też do usuwania z lalki np. linii po odlewie czy innych drobnych modyfikacji. Najlesze imo ostrza ma Olfa, ale można też dostać tańsze.

    Ach i brakuje mi tu jednej z podstawowych rzeczy - lusterka ;) Ja mam dwustronne: zwykłe i z drugiej strony powiększające. Do sprawdzania symetrii i wyłapywania błędów, oczywiście.
    Tak trzymaj i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "lekkim" poślizgiem odpowiadam, przepraszam :D

      - Zmywacz z acetonem na razie działa nieźle, kupie bezacetonowy i zrobię porównanie :)
      - myślę, że z gumkami jest jak kto woli, moja trójkątna też jest dość wygodna jak ją ciacham nożyczkami
      - próbowałam usuwać paprochy nożykiem ale wygodniej mimo wszystko dla mnie jest to robić pęsetą (mam kilka rozmiarów, works just fine) a o docinaniu odlewów masz racje! świetny pomysł :D
      - Nie próbowałam jeszcze pracować z lusterkiem, wypróbuję i dodam z pewnością :)

      Po fali upałów biorę się dalej za robotę i niedługo wrzucę już te repainty :D

      Usuń
  2. Bardzo fajnie, że piszesz o repaincie od strony przygotowania, ktora dla mnie jest absolutnie czarna magia i ten post uswiadomil mi, ze w ogole nie ma o czym gadac zebym kiedykolwiek sie za to brała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda strasznie ale tak na prawdę to świetna zabawa i gdy podchodzi się do tego na luzie nie wyrywa się włosów z głowy, a radość z własnoręcznie pomalowanej lalki - bezcenna :) Mimo wszystko zachęcam do spróbowania!

      Usuń
  3. Dzięki za ten poradnik :) Lalek raczej nie będę przemalowywać, ale przyda się.
    OkiemLalka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy ;) Ja zachęcam i będę zawsze zachęcać każdego do spróbowania, bo to na prawdę fajna zabawa, a mieć w domu lalkę, która jest prawdziwie "nasza" to dopiero jest powód do dumy :D

      Usuń
  4. Ooo. Będę tego bloga obserwować z uwagą bo sama "zabieram" się do repaintu. Zaczęłam o nim myśleć w momencie kupienia pierwszej lalki (mam ich zawrotnie dużo bo aż 4) czyli jakieś 2 lata temu :). Ale musiałabym kupić lakier (msc albo tę mniejszą wersję można chyba zamówić przez smyka albo empik) i jakiegoś klonika do ćwiczeń... a że właściwie nie jestem pewna co dokładnie chcę zrobić i inne wydatki są ważniejsze (tak zestaw 72 kredek jest mi potrzebny do życia) to mi się nie spieszy XD. W każdym razie życzę powodzenia i czekam z niecierpliwością na pierwsze efekty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie się zapowiadał ten blog, wielka szkoda, że zamarł.

    OdpowiedzUsuń