07 sierpnia 2014

Pierwsze koty za płoty, czyli przygody z Cleo De Nile.

    Postaram się, żeby ten post był jak najbardziej zwięzły i zawierał mało biadolenia, a dużo zdjęć Kleoszki :D

        Przygody moje i monsterkowych panien czas zacząć (z poślizgiem ale to jest mało ważne.. BO LALKI!)




24 czerwca 2014

Sprzęt

     Ten post dedykuję Dolls Forum, Allegro i wujkowi Google. Bez was zbankrutowałabym po dwóch dniach (a nie po czterech, dziękuję).

     O sprzęcie i przygotowaniach na początek trochę, o tym jak nie zniszczyć (od razu) lalek i jak nie powyrywać sobie wszystkich włosów z głowy.
     Na początku proponuję każdemu, kto chce zabrać się za repaint zgromadzenie jak największej liczby informacji. Tak, wiem, chciałoby się wszystko od razu ale im więcej trudu zadamy sobie na początku, żeby się przygotować, tym mniej problemów później będzie nam przeszkadzało w zabawie i pracy twórczej. :)

     Od czego najlepiej zacząć? Moim zdaniem od wybrania lalki, a najlepiej całej serii, żeby nabrać wprawy i obeznać się z materiałem. W moim wypadku były to Monster High, bo są ogólnodostępne no i oczywiście bo mi się bardzo podobają, więc wszystko póki co będę opisywać na ich przykładzie.
     Po wybraniu modelu, na którym będziemy pracować dobrze rozeznać się z czego jest zrobiony - wiadomo, różne tworzywa różnie reagują na specyfiki, którymi będziemy się w przyszłości na nich posługiwać i żeby uniknąć komplikacji i płaczu nad wypalonymi dziurami (śmiejcie się, nie znacie dnia ani godziny!) warto dowiedzieć się z czym mamy do czynienia. Z pomocą przyjdą nam fora dyskusyjne o lalkach i wujek Google.

     Krokiem następnym jest przygotowanie specyfików niemalujących, czyli zmywaczy, lakierów itp., które potrafią życie albo bardzo ułatwić albo przyprawić o siwiznę. Mam nadzieję, że oszczędzę wam wielu zmartwień zdając relacje z moich eksperymentów.

23 czerwca 2014

Przygotowania moje i przemyślenia głębokie

      Postanowiłam - w końcu odnalazłam hobby dla siebie. Już od dłuższego czasu mniej lub bardziej interesowałam się lalkami. Fascynowały mnie, to jak z czegoś pozornie nieistotnego wyłania się indywidualna istota. Patrząc w ich namalowane oczy miałam wrażenie, że jest w nich iskra życia. Niesamowicie pociągało mnie jak ręka artysty jest w stanie tchnąć ducha w coś z pozoru błahego, ot śmieszna zabawka dla dzieciaków...

     O dziwo nie spotkałam się z żadnym sprzeciwem, śmiechem czy wytykaniem palcami - wręcz przeciwnie! Jak fajnie zaczynać coś z myślą, że ma się pełne wsparcia i można oddać się pasji bez żadnych obaw! Tylko portfel zadrżał ze strachu... ;)

     Jak postanowiłam tak zrobiłam - mój słomiany zapał dał mi już nie raz nieźle w kość, więc postanowiłam tym razem go przechytrzyć i zakasać rękawy zanim się zorientuje co jest grane. Chyba zadziałało, bo oto tutaj, po dwóch miesiącach zbierania, układania, przygotowywania, malowania i szycia piszę na swoim nowy blogu, że udało się, jest, złapałam bakcyla lalkowego!
     Najważniejsza oczywiście była decyzja od czego zacząć. Wybór lalek był dla mnie dość prosty, już od jakiegoś czasu interesowałam się ogólnym designem Monster High. Od początku, jak tylko je zobaczyłam, zachwyciłam się ich oryginalnością. Ich cudowną dysproporcją, różnorodnością i zabawą brzydotą i odmiennością. To są ogólnodostępne, pospolite wręcz lalki, jak można je kolekcjonować? - pomyślicie. Dla mnie jednak tym bardziej stają się pociągające, że z czegoś pozornie nijakiego i masowego zrobię coś unikatowego i jedynego w swoim rodzaju, tchnę w nie życie i "napiszę" dla każdej z osobna historię. To chyba jedna z najbardziej pociągających rzeczy w byciu twórcą. :)

    Znając siebie bardzo dobrze wiedziałam, że jak się na coś napalę to chowam mózg do kieszeni i robię bardzo nieprzemyślane rzeczy (czyt. zakupy na potęgę), więc najrozsądniejszym posunięciem moim do tej pory było odszukanie forów dyskusyjnych i wczytaniu się w te wszystkie mądre rzeczy, które ludzie tam wypisują. A wypisują na prawdę wiele wartościowych rad, bo podszytych doświadczeniem. Co prawda nie obyło się bez komplikacji, jednak moja natura zawsze wyleźć musi, nie ważne jak bardzo staram się ją wepchnąć do kieszeni i zrobiłam kilka nieprzemyślanych zakupów (o czym potem) i później siedziałam w kącie i płakałam nad swoim marnym losem... Jednak, gdy zobaczyłam swoje pierwsze lale, które niedługo potem do mnie dotarły wzięłam się w garść, otarłam łzy i wzięłam się za robotę. Koniec końców nie okazało się być tak tragicznie. :)

     W następnym poście więcej konkretów i rad dla początkujących. Wiadomo, uczymy się najlepiej na własnych błędach ale warto zmniejszyć je do minimum jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy. Recenzji trochę, rad co kupować, a czego nie i jeszcze trochę wymądrzania się - zapraszam. :)